Wybrane fragmenty pracy magisterskiej Marka Jankowskiego
pt. "Raz, Dwa, Trzy - Monografia zespołu"


WOKAL, GITARA, TEKST

Moje życie polega na chwytaniu chwili, mam do tego renesansowy stosunek. Nie do końca się lubię za wszystko, co zrobiłem w życiu, ale mam duże szanse by to nadrobić, poprawić lub naprawić.

 



Imię i nazwisko.

Adam Nowak

Data i miejsce urodzenia.

28.09.1963 r. - Poznań.

Rodzina

Żona - Dorota,

Dzieci - 2 córki, 1 syn

Rodzice.

Mama - Elżbieta - do czasu narodzin pierwszego dziecka grała na fortepianie, podobno bardzo dobrze. Niestety do tego już nie wróciła.

Tata - Jurek - sam grał na skrzypcach, na fortepianie, zresztą jest bardzo muzykalny i potrafiłby zagrać na wszystkim. Grał klasyczny repertuar.

Rodzeństwo.

Brat - grał na harmonijce, na gitarze, aktywny facet, opiekuńczy w stosunku do mnie. Siostra - gra na gitarze, tłukła się z bratem i próbowała mnie przeciągnąć na swoją stronę.

Pierwsze życiowe koszmary i radości.

W przedszkolu przeżyłem wiele nieprzyjemnych wydarzeń, na przykład gotowanie kompotu jabłkowego, albo przyjazd orkiestry wojskowej, kiedy musieliśmy tańczyć. Ciągle nosiłem rajstopy, których nienawidziłem i które notorycznie miały dziury.

Były też miłe sytuacje, kiedyś przed wyjściem do przedszkola tato nauczył mnie wiązać sznurowadła, szybko to chwyciłem i cały dzień wiązałem sznurowadła. Z tej umiejętności byłem bardzo dumny. Kończąc przedszkole, gdy byłem w ostatniej grupie, to uwielbiałem uciekać przez płot z kolegami.

W przedszkolu marzyłem, by zostać kierowcą moto - crossowym, a później chciałem być koszykarzem. To drugie marzenie prawie się spełniło, bowiem zostałem Mistrzem Polski Juniorów w pewnym momencie mojego życia.

Koszmary podstawowej edukacji.

Pamiętam pierwszy dzień szkoły, mama mnie zaprowadziła (przez taki wielki plac) do szkoły i na murze były powypisywane numery z literami klas (...) Ic, Ib i moja Ia. Tam było kilkaset dzieci i każde musiało stanąć pod odpowiednim symbolem, był straszny rumor, aż w końcu nas stamtąd zabrano i zaprowadzono do klas. To nie było dobre wydarzenie, było to nieprzyjemne. Byłem ubrany w białą koszulę, krótkie czarne spodenki i okropne buty i na przekór memu nastrojowi była piękna pogoda. To był 1970 rok. Byliśmy w podstawówce klasą eksperymentalną, siedzieliśmy w trzyosobowych ławkach i ćwiczono na nas pracę zespołową. Każdą grupę tworzyło 6, czy 7 osób, którym przewodził najlepszy wśród nich uczeń, który też oceniał. To było trochę niesprawiedliwe i pewnie celowo wymyślone zgodnie z systemem. Chodziło chyba o to, by uczeń nie był blisko ucznia, by każdy był sam i mimo pracy w zespole nie czuł się bezpiecznie i pewnie. To się sprawdzało, bo ja szczerze nienawidziłem koleżanki, która mnie oceniała. Nienawidziłem też nauczycielki od polskiego, która była niesprawiedliwa, a na dodatek miała syna w mojej klasie. Zawsze, kiedy zadawała pytanie i obiecywała, że postawi pierwszemu bardzo dobrą ocenę, to jej syn krzyczał "mamo, mamo, ja wiem" i to on dostawał "piątkę". Potem odbijało to się na nim na przerwach, więc i on swoje wycierpiał.

Gitarzysta samouk.

Moja siostra, która jest ode mnie starsza o 6 lat dostała od rodziców gitarę. Była wtedy w liceum i śpiewała z koleżankami piosenki Gałczyńskiego, itp. Bardzo mi się podobało, że ludzie grają i śpiewają, miałem wtedy 10 lat i podpatrywałem funkcje, coś tam próbowałem. Dodatkowo na podwórku chłopcy z naszej bandy, ci starsi przede wszystkim grali na gitarach na ławkach, a ja łapałem, co się dało. Trochę rodzina mnie uczyła, kiedy ojciec stwierdził, że wykazuję zainteresowanie graniem. Byliśmy bardzo muzykalną rodziną, gdy pożyczaliśmy gitary, to graliśmy we trójkę z bratem, siostrą, czasem ojciec się włączył. Największa jazda była wtedy, gdy przyjeżdżały kuzynki z Nowej Soli - wszystkie cztery także grały na gitarach. To było super, to były bardzo bezpieczne, rodzinne chwile, bardzo ciepło je wspominam. Śpiewałem pieśni uliczne typu "W więziennym szpitalu", ściągałem "Schody do nieba", grałem numery Maryli Rodowicz, a w rocku podobało mi się nawet Boney M. Miałem 12, 13, 14 lat, więc nie dokonywałem wtedy żadnych wyborów. Pierwsze świadome słuchanie miało miejsce w ósmej klasie u Roberta Stachowiaka w domu. Słuchaliśmy Budgie, Led Zeppelin, Pink Floyd i rocka w ogóle. Taśm nie mógł mi pożyczać, bo były one brata, który by go zabił, więc targałem z domu ZK 140T i przegrywałem z jego ZK 120. Nagrania były w opłakanym stanie technicznym i na dodatek, gdy wieczorami słuchałem tej muzyki, to musiałem udawać, że uczę się angielskiego, bo po to tato kupił ten magnetofon.

Co dalej "Ósma klaso".

Pod koniec podstawówki odbyłem z rodzicami rozmowę dotyczącą mojej przyszłości, w wyniku której zostałem wysłany do liceum. Nie kwapiłem się, by zanosić swoje papiery do liceum, a wręcz ukryłem je w domu na szafie. Pech chciał, że ojciec robił porządek w nieodpowiednim miejscu i czasie i je znalazł, a następnie sam zaniósł do szkoły. Był to schyłek moich zainteresowań naukowych, bowiem to nie był mój wybór, więc postanowiłem "przeżyć" okres liceum. I tak przeżyłem tylko rok, po którym mnie stamtąd usunięto za brak postępów w nauce, podobnie jak dwóch moich kolegów. Ojciec był bardzo nieszczęśliwy z tego powodu i postanowił wybrać mi, pewnie za karę, zawodową szkołę łączności. Tym razem się postawiłem i stwierdziłem, że sam zadecyduję o dalszym życiu. Swoje papiery zaniosłem do Hotelu "Poznań" i poprosiłem o skierowanie mnie do szkoły zawodowej. Zazwyczaj robi się odwrotnie, ale wtedy praktyki odbywałbym zapewne w "Jadłodajni PKP", albo w stołówce zakładowej, a tego chciałem uniknąć.

Dwie kawy i sto gram słowa, proszę.

Kształciłem się w zawodzie kelner, dzięki czemu nauce mogłem poświęcić tyle czasu, ile chciałem, czyli zero i zacząłem zarabiać pieniądze i korzystać z życia. Ta idylla trwała 2,5 roku. W pierwszej klasie, dzięki wiadomościom z liceum byłem prymusem, a potem wyłączyłem się zupełnie. Nie chcąc jednak wpaść w środowisko kryminalne, zacząłem interesować się literaturą i kupiłem sobie maszynę do pisania. Od tego czasu zamiast palić papierosy i pić wino w piwnicy, siadałem przy maszynie, paliłem papierosy i kilka godzin dziennie próbowałem pisać. Początki były blade, ale za to płodne, bo bywało, że w jeden wieczór napisałem 12 wierszy. Słowa być może nie miały znaczenia, ale pomagały mi wierzyć, że coś mogę zrobić. Miało to znaczenie terapeutyczne. Pisałem nie mając prawie żadnego zaplecza literackiego, używając nieświadomie wielu technik: wiersza białego, rymów, itp. Kilkanaście kartek z tamtego okresu pozostało, ale boję się do tego zajrzeć.

Nawet się nie obejrzałem, jak zostałem kelnerem - czeladnikiem i zacząłem pracować w hotelu "Poznań". Bywało, iż np. w okresie targów przez 2 tygodnie pracowaliśmy codziennie po 16 godzin, a po pracy jeszcze korzystaliśmy intensywnie z chwil wolnych. Ciężko pracowałem, ale dobrze zarabiałem, pensję miałem wyższą niż mój ojciec, naukowiec, a z napiwków otrzymywałem jeszcze ze 3 razy tyle. Używałem wtedy życia do granic możliwości, a właściwie to do pierwszego pójścia do szpitala. Miałem ciężką chorobę płuc, która wyniknęła ze sposobu i niehigieny życia, które prowadziłem.Kabaret Drugi Garnitur - Haczek, Jenek, Nowak

Będę wirtuozem.

Okres cielęcy, czas szkół średnich, to dalsze opanowywanie warsztatu gitarzysty, grywałem lepiej pewnie, ale nudziło mnie wtedy granie piosenek, choćby dlatego, że kończyła mi się wtedy mutacja, więc odpadałem jako wokalista, wstydziłem się śpiewać. Wtedy coś tam sobie wymyślałem, m.in. napisałem melodię do "Tak to było między nami" numeru z "Jestem Polakiem" 1,2,3. Tekst powstał prawie 10 lat później, ale melodię wymyśliłem gdy miałem 17 lat. Za to pasjonowała mnie wtedy muzyka klasyczna i tato zaniósł moje papiery do szkoły muzycznej, a to było w okresie kelnerowania i to mi kolidowało z tym zajęciem. Nie zachwycał mnie ten pomysł, a ponadto strasznie się bałem egzaminu i nie poszedłem. W domu nakłamałem, że były tak trudne zadania z nut, że mnie nie przyjęli. Kłamstwo wyszło na jaw, nabruździłem sobie trochę, ale ojciec nie wściekł się, tylko zapytał mnie, czy chcę grać na gitarze. Powiedziałem, że chcę, więc ojciec umówił mnie prywatnie z panią Elmanowicz, do której chodziłem na płatne lekcje już ze swoją gitarą, czeską, którą kupiłem za 5000 zł. Po okresie wielkich chęci zostania gitarzystą klasycznym włożyłem tę gitarę na szafę i dopiero na studiach w 1987 r., gdy śpiewałem Wysockiego po instrument sięgnąłem.

Kibuc

Pęd do wiedzy.

Po powrocie ze szpitala, dzięki namowom, m.in. siostry, która uświadamiała mi jakie głąby zdają maturę, z dużą ochotą i zapałem zapisałem się do Gastronomicznego Technikum Zaocznego na wydziale żywienia zbiorowego. Żarty się skończyły, bowiem niezależnie od pracy, a dość często miałem dyżury nocne, w piątki, soboty i niedziele, każdy weekend spędzałem w szkole. Po drugim roku miałem moment słabości i na rok przerwałem naukę, aby odetchnąć, ale później ponownie się spiąłem i zrobiłem maturę, jako jeden z czterech na 60 próbujących. Oprócz przedmiotów zawodowych w szkole były na szczęście takie dziedziny wiedzy, jak historia, czy język polski, którymi już się interesowałem, także dzięki nauczycielkom. Spotkałem tam bardzo dobrą kobietę, w której się zresztą podkochiwałem, uczącą polskiego panią Joasię, która czytała moje wiersze, konsultowała je z innymi nauczycielami, a później mi odpisywała, rozmawiała ze mną, itd.

Kabaret Drugi Garnitur

Sztuka aktorska.

Pod koniec technikum byłem ze wzajemnością zakochany w studentce szkoły aktorskiej we Wrocławiu. Dzięki niej poznałem bardzo wiele osób z tego środowiska, które mnie bardzo wciągnęło, zdawałem sobie sprawę, że nie jest to moje powołanie. Dwukrotnie bezskutecznie zdawałem do szkoły aktorskiej i już. W międzyczasie zrezygnowałem po drugim pójściu do szpitala z posady kelnera i zatrudniłem się w Teatrze Polskim we Wrocławiu na stanowisku maszynisty, czyli przedstawiciela najniższego technicznego pionu teatralnego, a później zostałem przemianowany na garderobianego. Tę funkcję sprawowałem cały sezon. W międzyczasie byłem kilkakrotnie statystą, m.in. strażnikiem w "Kaligali", zalotnikiem w "Nieboskiej Komedii" (odpowiadałem na pytanie: "Ich").Nowak od prawej, od lewej Darek i Aśka - Kabaret Potem; lato '90

Do woja marsz!

Moje próby zrobienia kariery aktorskiej nie chroniły mnie przed armią, a postawiłem sobie za cel do woja nie pójść, obawiałem się, że nie przeżyłbym tego. Komisja wojskowa przesuwała mój termin wyjazdu z tygodnia na tydzień, bowiem co rusz wymyślałem nowe problemy, to egzamin, to choroba. Ojciec cały czas namawiał mnie, bym poszedł na studia i sugerował mi WSP w Zielonej Górze, na co po długich namowach przystałem. Wylądowałem w mieście, w którym byłem drugi raz w życiu (pierwszy jako młodzik, gdy graliśmy w mini basket) i po zdaniu egzaminów zostałem przyjęty na PKO WSP Zielona Góra i zostałem studentem, nie idąc do armii.

"Lata 20, lata 30" program Klub Gęba

"Gębowe" studiowanie.

Było zajebiście - to był mój najlepszy, najgorętszy okres w życiu. Po pierwsze wiedziałem, że będę coś robił na scenie, mimo, że nie byłem ani najlepszym aktorem, ani śpiewakiem, natomiast miałem ogromną chęć i ogromny ładunek. Był 1987 r. i od samego początku studiowania bardzo dużo się działo: od niemal pierwszego dnia współpracowałem z Sikorem, który przygotowywał Muppet-show, od razu Roman Więckowski zaangażował mnie do teatru "Pars pro to", a w ciągu miesiąca udało mi się przygotować zestaw piosenek Wysockiego, z którym w listopadzie wystąpiłem. Dodatkowo jeszcze w pierwszym semestrze odbyło się pierwsze przedstawienie kabaretu "Drugi garnitur", w którym aktywnie się udzielałem. Ten pierwszy okres na studiach był niesamowity, spotkałem wspaniałych ludzi, którym się chciało i dzięki temu wszystko było można. Ten boom kabaretowy trwał nieprzerwanie przez 4, czy 5 lat, rozwiązał się kabaret "Potem", powstała formacja "Zaś", w którym uczestniczył "Drugi garnitur" (Asia Chuda, Remigiusz Kot, Adam Nowak, Tomek Kowalski, Zdzisiek Haczek i Andrzej Jakubowski). Przebywaliśmy ze sobą 24 h na dobę, albo próby, albo wyjazdy, albo mieszkaliśmy ze sobą w akademiku. Wiosną 1988 r. pojechaliśmy na eliminacje do "Paki" do Krakowa i z dużym oporem, bo to nie polityczne, bo to mierne piosenki, itd., ale jednak zakwalifikowaliśmy się. Pojechaliśmy na "Pakę", dostaliśmy Grand Prix i byliśmy bardzo szczęśliwi, że doceniono naszą i Władka Sikory także, pracę. Czułem się wtedy tak dobrze, jak chyba nigdy przedtem i od tej chwili zaczęło się moje szczęście, które trwa do dziś. W szczytowym okresie działalności formacji "Zaś", gdy w '88 roku pojechaliśmy w lipcu na Famę, w ciągu tygodnia przedstawiliśmy chyba 12 imprez. Jedna z tych imprez, to były "Lata 20, lata 30", gdzie śpiewaliśmy piosenki z tamtego okresu.

Kabaret Potem

Ja popisywałem się wokalnie w "Ta ostatnia niedziela" i było chyba nieźle, wcześniej próbowałem jeszcze w "Całuję Twoją dłoń ", ale nie byłem w tym zbyt przekonujący. Coś mi zostało w pamięci, bo teraz w drugiej połowie lat 90-tych chciałbym zrobić kilka piosenek z lat dwudziestych i pewnie mi się to uda. Rok jeszcze pograliśmy z "Drugim garniturem", a po jego rozwiązaniu trafiłem do reaktywowanego "Potem-u", gdzie poczułem przesyt formy kabaretowej, która stała się dla mnie za wąska, a na dodatek przestało mnie to śmieszyć, więc podziękowałem za współpracę i pomyślałem, że pieprzę to, nic nie będę robił. Zimą 89/90 grałem sobie trochę na gitarze, wyciągałem stare teksty, pisałem nowe piosenki, komuś się to spodobało, komuś nie, ale to już było blisko 1,2,3.

Manewry wojskowe - happening '90


Wykształcenie niepełne wyższe.

Studiów nigdy nie skończyłem, w '91 roku miałem już 28 lat, do wojska już mnie nie mogli wziąć, więc pomyślałem sobie, po co mi to. Tematy na studiach, poza ciekawostkami z psychologii, socjologii nie wnosiły absolutnie nic do mojego rozwoju, a poza tym uczyli mnie coraz częściej coraz młodsi wykładowcy. Męczyło mnie to, że koza o 4 lata młodsza ode mnie wymagała bym chodził na ćwiczenia, mimo, np. indywidualnego toku studiów, bo inaczej nie da mi zaliczenia. Muszę mieć założony zeszyt, 100 % frekwencję, a to czy ja poznam i zdam później ten materiał nie miało dla niej znaczenia. Powiedziałem do widzenia i nie dyskutowałem z nią więcej. Ponadto graliśmy wtedy dużo koncertów, poznałem moją przyszłą żonę, przeniosłem się z powrotem o Poznania i nie było czasu na studiowanie. Skończyłem 2,5 roku Pedagogiki Kulturalno Oświatowej.Bitwa pod Grunwaldem - happening '89 - Nowak na pierwszym planie

Nałogowiec.

Jestem uzależniony od kawy i od papierosów w stopniu zawodowym, tzn. nałogowym.

 

Nowak tańczy