Paradny ciąg dalszy.

Zjechaliśmy do domów. Wprawdzie jeszcze nie wakacje, ale już da się odczuć cieplejszy oddech lata, żeby nie powiedzieć, że gorący, bo pewnie zaraz zrobi się zimniej.

* * *
Przejeżdżałem wczoraj przez tereny dotknięte powodzią. Przez małe miejscowości zniszczone przez kataklizm w sposób najdotkliwszy. Obraz to smutny, przerażający i przygnębiający. Ludzie siedzący przed domami, powystawiane domowe sprzęty, pootwierane okna. Wszystko to jakby w zwolnionym czasie przejazdu. Zaraz potem Warszawa. Cały czas trzeba przez nią przejeżdżać, choć widać, że prace nad obwodnicami posuwają się do przodu. Dobrze dobrze. Niechaj praca wre. Dobrze będzie ominąć w podróży dużą aglomerację. Wygodniej będzie, mniej nerwowo.

* * *

Przygotowania do koncertu w Lublinie w toku. Miało się odbyć muzyczne spotkanie na rynku, a okazało się, że i radio i telewizja zainteresowały się tym zdarzeniem. Miło, bo przecież wcale nie musiało się tak być. Nadmienię, że będzie to wspólny występ z zaprzyjaźnionym od lat zespołem Voo Voo. Mija im w tym roku dwudziesta piąta rocznica muzykowania. Nam mija dwudziesta. Spotykaliśmy się przy różnych okazjach. Ta chyba jest jakaś wyjątkowa, bo rocznicowa. Do jubileuszy stosunek mam mieszany. A raczej do nastawienia do jubileuszy. Że niby coś wyjątkowo bardziej, spektakularnie, wystrzałowo… No nie wiem. Po prostu gramy. Od jakiegoś czasu.

* * *

Barwniej zrobiło się w dziale komentarzy. Chwała Bogu! Trochę wysiłku jednak włożyłem w wyłuszczenie swoich wątpliwości na temat, więc aktywność pojawiających się została zauważona. Zmartwił mnie „Krzysiek” nieumiejętnością czytania tekstu ze zrozumieniem oraz sprawną umiejętnością odwracania kota ogonem. Część z komentujących również przejawia taką słabość. Ale głos potrzebny, bo upominający się o inne spojrzenie na sprawę, a ja cały czas zerkam na te sprawę innym spojrzeniem. Wolno mi. „Krzysiek” jednak pisze z pozycji skrzywdzonego, nieakceptowanego. I rzeczywiście może być to przyczyną frustracji wynikającej z niemożności przykrojenia otaczającego świata do swoich potrzeb. Nie pierwszy to taki przypadek i nie ostatni. Przypuszczam, że większość z nas była, lub będzie dotknięta taką przypadłością. Wypada też podziękować adwersarzowi za udzieloną mi łaskę i dokonanie wpisu pomimo wielkiej niechęci jaką budzi rzeczona czynność. Szczególnie na stronie gospodarza zwanego dalej homofobem – na mój użytek homofonem, co bardziej przypomina hełmofon, a to już wydaje się lekkie i żartobliwe..

* * *

Do wpisów wypełnionych wyzwiskami, szyderstwem, chęcią wplątania w tak zwaną dyskusję rodziny, twórczości, jazdy na rowerze, umiejętności rzucania lotką do celu, picia kawy, chodzenia, oddychania i innych - w ogóle się nie odniosę. Jak w skokach narciarskich skrajne oceny nie są brane pod uwagę. W cenie jest odwaga. A o nią bardzo łatwo za maską tak zwanego nick-u. Myślę, że im bardziej upodobniony do symboliki seksualnej, tym odwaga mniejsza. Za sprawą anonimowości kontakty w necie wypełnione bywają bluzgami. Może trzeba przez to przejść, jak przez chorobę. Sieć jak i kartka papieru wszystko zniesą, więc do dzieła. Byle szybko i na temat, bo życie krótkie i szkoda czasu. W sprawach natury intymnej omawianych publicznie warto zachować pewna powściągliwość, bo inaczej słowa zamieniają się w bełkot i szlam, a od tychże - wiadomo - większość z nas instynktownie chciałby się oddalić jak najprędzej.

* * *

Wybiórczość, pomieszanie kontekstów, wspomniana wcześniej nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, agresja, w/w szyderstwo, wyzwiska, uwaga – uprzedzenie do odmienności poglądów. Czy z tym właśnie powinienem, na wyraźny sygnał niektórych wpisujących, skojarzyć subkulturę odmiennych seksualnie…? Toż to raczej utwierdza w wątpliwościach niż skłania do zmiany kierunku spojrzenia. Słabo, jak mawiają młodzi ludzie. Nie jest to dobra droga i taką też nie pójdę. Od najmłodszych lat pojawiali się w mojej pobliskiej przestrzeni homoseksualiści. Byli w szkole podstawowej, później w średniej i innych. Byli moimi kolegami i koleżankami. Byli geje kelnerzy w restauracji, geje w teatrze, w którym pracowałem najpierw jako maszynista, a później garderobiany. Hmoseksualiście stawiałem butelki z mlekiem pod drzwi, jako roznosiciel. Kto dziś pamięta takie zajęcie…? Reżyserzy, aktorki – lesbijki, aktorzy-geje, tak zwany „pion średni”, rekwizytor, inspicjent, różni. Pracowaliśmy, przyjaźniliśmy się, spędzaliśmy razem czas. Geje na studiach, w środowisku kabaretowym, a w końcu, od momentu założenia zespołu także, co wydaje się oczywiste, na estradach scen polskich. Niektórzy nachalni, inni wrażliwi, spontaniczni, niektórzy bardzo zdolni ludzie. Współpracowałem i współpracuję z gejami. Z niektórymi współpracę bardzo cenię. Oni zaś cenią to co robię. Większość z tych kontaktów, koleżeństwo, niekiedy przyjaźnie były spowodowane wspólną czynnością do wykonania. Podkreślę, czynnością aseksualną. Ja szanuję ich zdanie na wiele tematów. Oni szanują moje. Nie przyszłoby mi do głowy ingerować w ich życie prywatne, miłości, dramaty porzucenia, rozstania, niekiedy śmierci. Życie. Trudno. Wszędzie tam, gdzie istniała akceptacja dla osoby bez względu na orientację, dla kompetencji, pracowitości, życzliwości, wrażliwości tam wszystko przebiegało w normie ludzkiej koegzystencji. Ponieważ hierarchia naszego istnienia na tym świecie polega wpierw na niezbędnej obecności. Jestem człowiek. Mam na imię, nazywam się tak i tak. Zostałem nazwany. Przede wszystkim jestem. Nie jako użytkowy podmiot wykonawczy, zekonomizowany przydatnością dla społeczeństwa. Jestem. To już wystarczy. To niesamowite, ale wystarczy być. Dopiero dalej, w tle rysuje się aura tożsamości, a jeszcze dalej tożsamości seksualnej. Jeśli zaczniemy te hierarchię odwracać to wynikną i wynikają z tego same kłopoty.

* * *

Do momentu utrzymywania pewnego społecznego status quo przez homo- i heteroseksualistów mieliśmy do czynienia ze zmaganiem się o akceptację dla odmienności. Dobrze. Zaczęło się od tolerancji, która nie tyle wydaje się właściwą i długoterminową normą postępowania, ile początkiem obierania wyrazistrzej postawy. Chyba, że ktoś chce pozostać na starcie. Trudno. Tolerancja jest jak słodki budyń, którym wzajemnie powinniśmy się oblepiać dla dobrego samopoczucia. Tak, czy siak pozostanę przy wyrozumiałości. To niemodny, ale cały czas obowiązujący zakresem wymogu termin. Każdy ma godność. Taka samą godność. Nie każdy z niej korzysta i nie każdy potrafi ją zachować. Odnosząc się do godności nie wolno zapominać o poszanowaniu autonomii. Dorosłego, a dziecka zwłaszcza. Kto zapomina o godności osoby temu trzeba o niej przypominać i o tę godność się upominać. Z każdej strony. Jeśli zatem godność i autonomia mogą być wspólnym mianownikiem to dlaczego homoseksualistom tak zależy na adopcji dzieci? Przecież dziecko to nawet bardziej godna osoba, bo wymagająca opieki i prowadzenia wobec (WOBEC!) zróżnicowanego wzorca jakim jest para rodziców heteroseksualnych. Wrażliwym, a za takich często się uważa i za jakich się uważa przynajmniej cześć homoseksualistów, przypominać chyba tego nie trzeba. Dziecko jest w centrum zainteresowania rodzica – nie potrzeba rodzica do posiadania dziecka. Dziecko jest łatwiejsze do ulepienia podług przyjętego doraźnie wzorca, prawda? Wszystkie instytucje, które na celu miały i mają indoktrynacje dziecka bardzo dobrze o tym wiedzą. Od tych, którzy indoktrynują religiami, przez tych, którzy to robią politycznymi ideami, po również i między innymi (uwaga, podkreślam słowa „również” i „między innymi”) ruchy homoseksualne. (Tu przewidziane są inwektywy, więc w tym miejscu można, bardzo proszę, idę na chwilę na kawę).
Czyż nie tutaj jest „pogrzebany pies”? Co się takiego stało, co spowodowało, że u homoseksualistów wystąpił brak w pewnym obszarze emocjonalnym? Czyżby przestali wystarczać sobie nawzajem, a wspólnego uczucia mieli tak wiele, że postanowili obdzielić tymże dzieci? Jak nazwać instynkt , który miałby być tak silny, że powodowałby nieodwracalną potrzebę wychowywania dziecka? W rodzinie normatywnej, czyli heteroseksualnej to instynkt macierzyński, albo ojcowski. Jaka, choćby w nazewnictwie rysuje się alternatywa dla homoseksualistów? Czekam na propozycje.

*

Dobrego dnia.

Komentarze (15) dla “Paradny ciąg dalszy.”

  1. Przemek

    Jak dobrze mieć możliwość przeczytania tekstu krótkiego, treściwego a zarazem mądrego. Dzięki - Proszę częściej - Bieszczadzki “HEŁMOFON”

  2. Nachasz

    <i>W cenie jest odwaga. A o nią bardzo łatwo za maską tak zwanego nick-u. Myślę, że im bardziej upodobniony do symboliki seksualnej, tym odwaga mniejsza.</i>

    Przepraszam, że się wtrącam, ale Cześćjacen nazywa się Cześćjacek, a nie Cześćwacek.

  3. Nachasz

    O widzę, że HTML nie działa. Dwa pierwsze zdania miały być cytatem.

  4. Largo-san

    No i pojechaliśmy standardem “some of my best friends are gay”. Znałem wielu gejów, więc teraz wszystkim pozostałym mogę powiedzieć, żeby się zamknęli w mieszkaniu i nie wychodzili, bo pan homofob nie lubi na nich patrzeć. Brawo.

  5. bart

    Panie Adamie, który nick w tamtej dyskusji przywiódł jakieś seksualne skojarzenia?

    Powiem panu, w którym nicku ja odkryłem seksualne konotacje. Ów nick to “Gosia i Olek” - no bo może jeśli razem się logują, to i inne rzeczy razem robią? Przy czym nas, mnie i pana, zdrowych heteroseksualistów, to nie razi. Gdyby wpisali się “Krzysiek i Kamil”, pewnie byśmy to odnotowali, prawda?

  6. Gosia i Olek

    Dzięki Largo - san wciąż mam problem z tą klawiaturą ( to pewnie z racji wieku )postaram się zapamiętać , choć nie obiecuję . A jeżeli chodzi o chaos ,to rzeczywiście masz rację , no cóż nie jestem doskonała - ale wciąż nad tym pracuję. Pozdrawiam - Gosia.

  7. .....

    bart. No ależ Ty drążysz człowieku, wizje snujesz, przyszłość przepowiadasz,a takie to mało wiarygodne:)

  8. bart

    Oho, nadszedł kropkowy emotikontard. Będziesz się tylko przypieprzać czy powiesz coś sensownego?

  9. czescjacek

    “A o nią bardzo łatwo za maską tak zwanego nick-u”

    Och, moje prawdziwe nazwisko to Jakub Głuszak i ciągle uważam, że jesteś pan homofobiczny buc, a ten wpis tylko to potwierdza.

    Nie bardzo rozumiem, na czym ma polegać odwaga podania swojego nazwiska — na gotowości do podjęcia ryzyka, że ktoś mi do domu przyjdzie i nastuka?

  10. Fermin

    Jakie \"społeczne status quo\" ma pan na myśli? Udawajcie że was nie ma, to w domu pozwolimy wam robić co chcecie? To chce pan zaproponować gejom? A poza tym jak publiczna obecność homoseksualistów może naruszać czyjąś godność? Na marginesie, taki \"godnościowy\" szantaż jest modny u zapiekłych fundamentalistów, bo pozwala wzniosłym określeniem zamaskować brzydkie uprzedzenia. Natomiast kiedy używa go artysta to robi się żenująco. Nawet jeśli \"ma przyjaciół gejów\".

  11. Wave1

    Panie Adamie,

    Osoby homoseksualne są takimi samymi ludźmi jak Pan i tak samo mogą odczuwac instynkt macieczyński bądź ojcowski?nie wpadł Pan na to?
    I czy Pan tego chce czy nie, te osoby mają i będą miały dzieci.Istnieją wszakża banki spermy i surogatki. I nawet jeśli banda twardogłowych konserwatystów myśli, że brakiem praw może temu zapobiec..to prawda jest zupełnie inna..

  12. old-thumper

    @\"W rodzinie normatywnej, czyli heteroseksualnej to instynkt macierzyński, albo ojcowski. Jaka, choćby w nazewnictwie rysuje się alternatywa dla homoseksualistów? Czekam na propozycje.\"

    Instynkt macierzyński, albo ojcowski.

  13. Inv8er

    Pan Adam jest po prostu udanym produktem procesu reprodukcji społecznej, który nie jest sobie w stanie wyobrazić innego świata. Mama to mama, a tata to tata. No oczywiście może być jeszcze samotna mama i samotny tata. Tata może mieć też różne kochanki (specjalne ciocie?). Niezainteresowani rodzice mogą podrzucić dzieci na wychowanie dziadkom albo ulicy. Mama może być męska, a tata zniewieściały. Bywa też poliandria i poligynia. No i ludzie poza cechami genderowymi różnią się szalenie na wiele innych sposobów. Ale dwóch ojców? Nigdy! Dwie matki? W życiu! Bo Pan Adam co innego widział w elementarzu jak był mały i teraz świat musi być taki jak w jego ulubionej czytance.

  14. Inv8er

    @”Czyżby przestali wystarczać sobie nawzajem, a wspólnego uczucia mieli tak wiele, że postanowili obdzielić tymże dzieci?”

    To samo można powiedzieć o dowolnej parze hetero starającej się o dziecko drogą biologiczną lub adopcyjną.

    Gdyby tylko ci wszyscy homofobowie mierzyli siebie i swoich heteroseksualnych znajomych tą samą miarką co gejów i lesbijki i tego samego wymagali. Wyobraźnia, empatia i trochę rzetelnej wiedzy na ten temat też by nie zawadziło.

  15. .....

    bart , tracisz nad sobą panowanie..szkoda
    a co sensownego na temat tego co piszesz, podpowiedz, bo pustkę mam zupełną,,,widac mało inspirujące…szkoda znowu

Zostaw komentarz