Odpowiedzi na komentarze. Niektóre.
Autor: Adam Nowak
Pani „Wave1”
Dziękuję Pani za wpis. To jest jeden z pierwszych komentarzy, który sprowokował mnie do odpowiedzi. A jego treść pozostaje w związku z wcześniejszymi moimi wypowiedziami. Przecież nie zanegowałem odczucia, poczucia instynktu u osób określających się jako homoseksualne. Pytam jedynie ( czy możemy to można uznać za wyjaśnione), czy sam instynkt jest wystarczającym powodem do „posiadania” dziecka? Dlatego w tekście „Protest…” przedstawiłem krótko różnice, które powinny być brane pod uwagę, gdy sporna kwestia dotyczy „prawa do posiadania dziecka”. I powtórzę, że inne problemy i szczegóły tych wątpliwości dotyczą par homoseksualnych, inne przyszłych rodziców, którzy z wielu powodów nie mogą tymi rodzicami zostać. Być może to właśnie ta początkowa intencja, która stawia człowieka w nowej roli opiekuna, czy też on sam siebie zaczyna postrzegać jako przyszłego rodzica oczekującego na dziecko, będzie miała późniejszy wpływ na relacje, które będą łączyć, lub dzielić potencjalnego rodzica z dzieckiem.
*
Napisałem również, że model „rodziny” stworzony przez parę homoseksualną jest wtórny w stosunku do wzorca. Czy to sformułowanie kogoś obraża? Czy jest naganne? Czy homoseksualiści objawili się na kuli ziemskiej w dwudziestym wieku? Byli od…prawie początku istnienia rodzaju ludzkiego. Nie krzyżujmy żadnej broni w zbędnej potyczce na temat teorii powstania świata. Czyż powiedzenie, że nie byłoby na świecie żadnego homoseksualisty, gdyby nie urodziła go kobieta jest obraźliwe? Wszak to stwierdzenie zaistniałego stanu rzeczy. I temu porządkowi, który odbywa się od tysięcy, czy milionów lat należy się pokłon za dar życia jaki otrzymujemy. Nie mogłaby mnie Pani siostrzenicą zakneblować, a ja nie mógłbym Pani teraz odpowiedzieć, gdyby nas nie było na tym świecie, prawda? Czy Panią urodził mężczyzna? Czy pozostałych wpisujących komentarze również? Proszę to uznać. Bez tego nie da się prowadzić nawet sporu.
*
Jak Pani zapewne wie, a z Pani komentarza wynika, że jest Pani osobą zorientowaną w różnych sprawach dotyczących poruszanych wątpliwości, medycyna bywa bezsilna i nie każdy kto odczuje instynkt i posiada ku realizacji macierzyńskiego planu środki, urodzi upragnione dziecko. Bez względu na to, czy jest homoseksualistą, czy seksualistą hetero. Czyż chęć posiadania dziecka dla zaspokojenia samego instynktu nie czyni z dziecka obiektu, przedmiotu służącego posiadaniu? Jest Pani osobą wrażliwą społecznie, co widać po emocjonalnych reakcjach, tak więc ten szczegół nie może ujść Pani uwadze. Czy wystarczy naprawdę tylko chcieć dziecka, żeby zasłużyć na miano dobrego rodzica? Czy do pełnienia tej czynności nie trzeba się przygotować? I być już nie tyle dobrym rodzicem, co choćby w jak najmniejszym stopniu dziecko skrzywdzić. Czy to ma się odbywać tak po prostu? Stać mnie na dziecko, jestem w odpowiednim wieku, biorę… Kupuję, płacę, wymagam? Za dziecko? Każde biorę, czy wyselekcjonowane? Z nasienia po filozofie, sportowcu, artyście? Z jajeczka po wybitnie rodzącej zdrowe, sprawdzone preparaty dziecięce matce-wieloródce? Czy może nie mieć takie koloru oczu jaki został zaplanowany? Czy może być niski? A może z otyłością? Czy może być niepełnosprawne? Czy będzie dobierane według mody panującej w danym sezonie? Według aktualnych zainteresowań? Może w promocji taniej jeśli dwoje dzieci? Z fotelikami do samochodu? Czy bycie rodzicem może być manifestacją triumfu wobec innych. Przechytrzyłam/łem przepisy prawne, urzędników, stałem się rodzicem. Czy to ma być podstawą, gruntem do budowania więzi między rodzicem, a dzieckiem? Pani „Wave1”. Czy pozbywszy się emocji zechciałaby Pani odpowiedzieć na te kilka pytań?
*
Panie „Old-thumper”. Dziękuję za odpowiedź. W „rodzinie” założonej przez dwóch gejów, kto mianowicie odczuje instynkt macierzyński? Czy wystarczy, że jeden z partnerów nazwie „macierzyńskim” to co czuje? To naprawdę wystarczy?
*
Panie „Largo-san”. Z dokonanych przez Pana komentarzy wnioskuję, że jest Pan wyznawcą reguł i prawideł. To bardzo dobrze, że ktoś stoi na ich straży. Służy to precyzji i szacunku dla słowa. Czy byłby Pan łaskaw wszystkim jednako wytykać błędy, czy też regularnie i prawidłowo postanowił Pan wytykać wszystko, co tylko wyjdzie spod klawiatury komentujących, zwanych dalej homofobami (dla mnie hełmofonami-wyjątek od reguły)? Czy istnieje jakiś obszar Pana zainteresowań, który nie jest poddany regułom, pryzmatom i prawidłom? Czy można powiedzieć, że tym obszarem byłaby spontaniczność? Czy żonglerka pryzmatami przez które proponuje Pan interpretować zauważane przez siebie zjawiska jest jedynym z możliwych sposób postrzegania świata? Spodziewam się po Pana daleko idącej czujności szerszego zakresu interpretacji zamieszczonego tekstu. Czy też samo uczestnictwo w walce („Walka o Pokój!?”) o prawa kogokolwiek daje glejt niewinności i służyć ma pozostawianiu „spalonej ziemi po przejściu wojsk”? „Po nas tylko my?” Nie wiem w jakim Pan jest wieku, ale czy nie przypomina to Panu niedawno jeszcze obowiązującej w zniewolonej części świata ideologii? Jakiej ideologii. Proszę, niech Pan to napisze. Podług prawideł i reguł.
*
Pani „Fronezis”. Nie śpiewam piosenki „Tak mówi Pismo Święte”. Ta piosenka jest zatytułowana „Tak mówi pismo”, zaś w całości frazy brzmi: „Tak mówi pismo, a święte słowa w nim tkwią niepojęte, a nie napotkać mocy tych słów, może byś umiał, a choćbyś chciał, nie będziesz mógł”. Czy to stanowi różnicę?
*
Panie Krzysztofie. Jeszcze raz do Pana słówko. Jeżeli czyni to Panu różnicę podpisałem „kretyński” protest na prośbę Fundacji Mamy i Taty. Proszę nie wytykać mi jako zarzut, że nota ukazała się w gazecie „Rzeczpospolita”, czy w jakimkolwiek innym piśmie. Nie śledzę dokonań dzienników, ani nie mierzę siły ich oddziaływania. Wiele inny mediów wydrukowało, czy wkleiło to pismo do swoich niusów (Panie „Largo-san”-dobrze, czy powinno być „new-sów”, czy można tak i tak?). Proszę zatem czynić mi wyrzut za to, że podpisałem, a nie gdzie się ukazał protest „kretyński”. I dlaczego na Boga Pan mnie tym „Lombardem”? Przecież, gdybym ja użył tego cytatu dostałbym od nowych bywalców baty za totalny brak gustu. Od starych chyba też. No! Pan jest szczęściarzem. Panu się upiekło.
*
Panie „Bart”. Komu „nie napluć w mordę”? Okudżawie…? To był bardzo mądry Pan. Łagodny, dobry, inteligentny i wyrozumiały. Nie wiem, czy tolerancyjny.
*
Panie Jakubie. Dziękuję, że się Pan przedstawił.
*
To właściwie tyle. Nie wiem, czy Państwo zauważyliście, ale dalszy ciąg rozmowy przeniósł się w inne miejsce. Jest już tutaj, gdzie właśnie Wasze źrenice biegną za literkami. Tu, tu, właśnie tu. I jeszcze krótko. Lepiej uchodzić za homofoba, niż homofobem kogoś nazywać. Lepiej uchodzić za buca, niż bucem kogoś w głowę. Jak powiedział Pan Bogusław Schaeffer: „…istnieję ja i opinia o mnie. Tym pierwszym zajmuję się niekiedy. Tym drugim-nigdy…” Na zdrowie.
Napisany: 30 czerwiec, 2010 w