Archiwum dla 29 czerwiec, 2010

Paradny ciąg dalszy.

Autor: Adam Nowak

Zjechaliśmy do domów. Wprawdzie jeszcze nie wakacje, ale już da się odczuć cieplejszy oddech lata, żeby nie powiedzieć, że gorący, bo pewnie zaraz zrobi się zimniej.

* * *
Przejeżdżałem wczoraj przez tereny dotknięte powodzią. Przez małe miejscowości zniszczone przez kataklizm w sposób najdotkliwszy. Obraz to smutny, przerażający i przygnębiający. Ludzie siedzący przed domami, powystawiane domowe sprzęty, pootwierane okna. Wszystko to jakby w zwolnionym czasie przejazdu. Zaraz potem Warszawa. Cały czas trzeba przez nią przejeżdżać, choć widać, że prace nad obwodnicami posuwają się do przodu. Dobrze dobrze. Niechaj praca wre. Dobrze będzie ominąć w podróży dużą aglomerację. Wygodniej będzie, mniej nerwowo.

* * *

Przygotowania do koncertu w Lublinie w toku. Miało się odbyć muzyczne spotkanie na rynku, a okazało się, że i radio i telewizja zainteresowały się tym zdarzeniem. Miło, bo przecież wcale nie musiało się tak być. Nadmienię, że będzie to wspólny występ z zaprzyjaźnionym od lat zespołem Voo Voo. Mija im w tym roku dwudziesta piąta rocznica muzykowania. Nam mija dwudziesta. Spotykaliśmy się przy różnych okazjach. Ta chyba jest jakaś wyjątkowa, bo rocznicowa. Do jubileuszy stosunek mam mieszany. A raczej do nastawienia do jubileuszy. Że niby coś wyjątkowo bardziej, spektakularnie, wystrzałowo… No nie wiem. Po prostu gramy. Od jakiegoś czasu.

* * *

Barwniej zrobiło się w dziale komentarzy. Chwała Bogu! Trochę wysiłku jednak włożyłem w wyłuszczenie swoich wątpliwości na temat, więc aktywność pojawiających się została zauważona. Zmartwił mnie „Krzysiek” nieumiejętnością czytania tekstu ze zrozumieniem oraz sprawną umiejętnością odwracania kota ogonem. Część z komentujących również przejawia taką słabość. Ale głos potrzebny, bo upominający się o inne spojrzenie na sprawę, a ja cały czas zerkam na te sprawę innym spojrzeniem. Wolno mi. „Krzysiek” jednak pisze z pozycji skrzywdzonego, nieakceptowanego. I rzeczywiście może być to przyczyną frustracji wynikającej z niemożności przykrojenia otaczającego świata do swoich potrzeb. Nie pierwszy to taki przypadek i nie ostatni. Przypuszczam, że większość z nas była, lub będzie dotknięta taką przypadłością. Wypada też podziękować adwersarzowi za udzieloną mi łaskę i dokonanie wpisu pomimo wielkiej niechęci jaką budzi rzeczona czynność. Szczególnie na stronie gospodarza zwanego dalej homofobem – na mój użytek homofonem, co bardziej przypomina hełmofon, a to już wydaje się lekkie i żartobliwe..

* * *

Do wpisów wypełnionych wyzwiskami, szyderstwem, chęcią wplątania w tak zwaną dyskusję rodziny, twórczości, jazdy na rowerze, umiejętności rzucania lotką do celu, picia kawy, chodzenia, oddychania i innych - w ogóle się nie odniosę. Jak w skokach narciarskich skrajne oceny nie są brane pod uwagę. W cenie jest odwaga. A o nią bardzo łatwo za maską tak zwanego nick-u. Myślę, że im bardziej upodobniony do symboliki seksualnej, tym odwaga mniejsza. Za sprawą anonimowości kontakty w necie wypełnione bywają bluzgami. Może trzeba przez to przejść, jak przez chorobę. Sieć jak i kartka papieru wszystko zniesą, więc do dzieła. Byle szybko i na temat, bo życie krótkie i szkoda czasu. W sprawach natury intymnej omawianych publicznie warto zachować pewna powściągliwość, bo inaczej słowa zamieniają się w bełkot i szlam, a od tychże - wiadomo - większość z nas instynktownie chciałby się oddalić jak najprędzej.

* * *

Wybiórczość, pomieszanie kontekstów, wspomniana wcześniej nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, agresja, w/w szyderstwo, wyzwiska, uwaga – uprzedzenie do odmienności poglądów. Czy z tym właśnie powinienem, na wyraźny sygnał niektórych wpisujących, skojarzyć subkulturę odmiennych seksualnie…? Toż to raczej utwierdza w wątpliwościach niż skłania do zmiany kierunku spojrzenia. Słabo, jak mawiają młodzi ludzie. Nie jest to dobra droga i taką też nie pójdę. Od najmłodszych lat pojawiali się w mojej pobliskiej przestrzeni homoseksualiści. Byli w szkole podstawowej, później w średniej i innych. Byli moimi kolegami i koleżankami. Byli geje kelnerzy w restauracji, geje w teatrze, w którym pracowałem najpierw jako maszynista, a później garderobiany. Hmoseksualiście stawiałem butelki z mlekiem pod drzwi, jako roznosiciel. Kto dziś pamięta takie zajęcie…? Reżyserzy, aktorki – lesbijki, aktorzy-geje, tak zwany „pion średni”, rekwizytor, inspicjent, różni. Pracowaliśmy, przyjaźniliśmy się, spędzaliśmy razem czas. Geje na studiach, w środowisku kabaretowym, a w końcu, od momentu założenia zespołu także, co wydaje się oczywiste, na estradach scen polskich. Niektórzy nachalni, inni wrażliwi, spontaniczni, niektórzy bardzo zdolni ludzie. Współpracowałem i współpracuję z gejami. Z niektórymi współpracę bardzo cenię. Oni zaś cenią to co robię. Większość z tych kontaktów, koleżeństwo, niekiedy przyjaźnie były spowodowane wspólną czynnością do wykonania. Podkreślę, czynnością aseksualną. Ja szanuję ich zdanie na wiele tematów. Oni szanują moje. Nie przyszłoby mi do głowy ingerować w ich życie prywatne, miłości, dramaty porzucenia, rozstania, niekiedy śmierci. Życie. Trudno. Wszędzie tam, gdzie istniała akceptacja dla osoby bez względu na orientację, dla kompetencji, pracowitości, życzliwości, wrażliwości tam wszystko przebiegało w normie ludzkiej koegzystencji. Ponieważ hierarchia naszego istnienia na tym świecie polega wpierw na niezbędnej obecności. Jestem człowiek. Mam na imię, nazywam się tak i tak. Zostałem nazwany. Przede wszystkim jestem. Nie jako użytkowy podmiot wykonawczy, zekonomizowany przydatnością dla społeczeństwa. Jestem. To już wystarczy. To niesamowite, ale wystarczy być. Dopiero dalej, w tle rysuje się aura tożsamości, a jeszcze dalej tożsamości seksualnej. Jeśli zaczniemy te hierarchię odwracać to wynikną i wynikają z tego same kłopoty.

* * *

Do momentu utrzymywania pewnego społecznego status quo przez homo- i heteroseksualistów mieliśmy do czynienia ze zmaganiem się o akceptację dla odmienności. Dobrze. Zaczęło się od tolerancji, która nie tyle wydaje się właściwą i długoterminową normą postępowania, ile początkiem obierania wyrazistrzej postawy. Chyba, że ktoś chce pozostać na starcie. Trudno. Tolerancja jest jak słodki budyń, którym wzajemnie powinniśmy się oblepiać dla dobrego samopoczucia. Tak, czy siak pozostanę przy wyrozumiałości. To niemodny, ale cały czas obowiązujący zakresem wymogu termin. Każdy ma godność. Taka samą godność. Nie każdy z niej korzysta i nie każdy potrafi ją zachować. Odnosząc się do godności nie wolno zapominać o poszanowaniu autonomii. Dorosłego, a dziecka zwłaszcza. Kto zapomina o godności osoby temu trzeba o niej przypominać i o tę godność się upominać. Z każdej strony. Jeśli zatem godność i autonomia mogą być wspólnym mianownikiem to dlaczego homoseksualistom tak zależy na adopcji dzieci? Przecież dziecko to nawet bardziej godna osoba, bo wymagająca opieki i prowadzenia wobec (WOBEC!) zróżnicowanego wzorca jakim jest para rodziców heteroseksualnych. Wrażliwym, a za takich często się uważa i za jakich się uważa przynajmniej cześć homoseksualistów, przypominać chyba tego nie trzeba. Dziecko jest w centrum zainteresowania rodzica – nie potrzeba rodzica do posiadania dziecka. Dziecko jest łatwiejsze do ulepienia podług przyjętego doraźnie wzorca, prawda? Wszystkie instytucje, które na celu miały i mają indoktrynacje dziecka bardzo dobrze o tym wiedzą. Od tych, którzy indoktrynują religiami, przez tych, którzy to robią politycznymi ideami, po również i między innymi (uwaga, podkreślam słowa „również” i „między innymi”) ruchy homoseksualne. (Tu przewidziane są inwektywy, więc w tym miejscu można, bardzo proszę, idę na chwilę na kawę).
Czyż nie tutaj jest „pogrzebany pies”? Co się takiego stało, co spowodowało, że u homoseksualistów wystąpił brak w pewnym obszarze emocjonalnym? Czyżby przestali wystarczać sobie nawzajem, a wspólnego uczucia mieli tak wiele, że postanowili obdzielić tymże dzieci? Jak nazwać instynkt , który miałby być tak silny, że powodowałby nieodwracalną potrzebę wychowywania dziecka? W rodzinie normatywnej, czyli heteroseksualnej to instynkt macierzyński, albo ojcowski. Jaka, choćby w nazewnictwie rysuje się alternatywa dla homoseksualistów? Czekam na propozycje.

*

Dobrego dnia.