12.04.2010. Podróż do Warszawy.
Wróciliśmy przed chwilą z Warszawy. Pojechaliśmy tam całą naszą rodziną. Żeby znaleźć się wśród innych, dotknąć ważnej chwili, zapamiętać. Na Krakowskim Przedmieściu zastaliśmy nieprzebrany tłum oczekujący na przyjazd konwoju z trumną Prezydenta. Okrążyliśmy uliczkami Starówki miejsce na którym znajdowało się tak wielu ludzi i poszliśmy na Placu przed hotelem Victoria. Grób Nieznanego Żołnierza. Zmiana warty. Wszędzie płonące znicze. Wszędzie przemieszczający się ludzie. Po chodnikach, ulicach. Samochody zaparkowane w każdym możliwym miejscu. Napotykani ludzie bardzo uprzejmi, otwarci, życzliwi. Tłum, ale nie gawiedź. Wielu obcokrajowców. Przed hotelem Bristol złożone kwiaty utworzyły wyraźną granicę, za którą składano zapalone znicze. Stonowany gwar. Mnóstwo ludzi na Nowym Świecie. Telewizje z całego świata. Komentatorzy na podwyższeniach wyglądali jak pomniki ponad tłumem. Wszędzie ludzie. Wszędzie płonące znicze.
Wsłuchuję się w radiowe i telewizyjne komentarze. Wiele z nich pozostawię bez komentarza. Może po to milczy się nad trumną, żeby niczego nie komentować. Komentarz dla zagospodarowania czasu antenowego wydaje się zbędny. Przyrównywanie Mordu Katyńskiego sprzed siedemdziesięciu lat do katastrofy lotniczej w Smoleńsku, szukanie wspólnego mianownika jest nadużyciem. Z powodu przyczyn przynajmniej. Nie mogę słuchać pytania „dlaczego?”. Kto ma na to odpowiedzieć? Ludzie na ulicy mają być może prawo zadać takie pytanie. Dziennikarze - nie sądzę. Jest smutno. Bardzo smutno. I niech tak przez jakiś czas będzie. Wspaniale zachowują się zwykli-niezwykli Rosjanie, których pokazuje się w telewizjach. Wdzięczność i podziękowania należą się im za każdy ludzki gest. A to nie jest takie oczywiste biorąc pod uwagę historię. Cezary Harasimowicz powiedział dzisiaj w radiowej „Trójce” coś bardzo ważnego. Katyń to nie tyle ziemia przeklęta, ile miejsca, które upomina się o prawdę. I niech ta się w końcu objawi. Zwykliśmy zazwyczaj łączyć się bólu. Czy potrzeba nam aż bólu, byśmy chcieli odczuć wspólnotę? Przecież to jest możliwe każdego dnia. Róbmy to każdego dnia. Twórzmy i odczuwajmy wspólnotę bez wydarzeń zmieniających bieg historii, kiedy „nic już nie będzie jak dawniej…” Odczuwanie wielkich chwil wychodzi nam bardzo dobrze. Codzienność – niekoniecznie.
12 kwiecień, 2010 o 09:39
Pytanie ” dlaczego” nie jest byc może tym, na które trzeba odpowiadać. Pytanie, samo pytanie przynosi ulge zapewne, pozostanie bez odpowiedzi jest pozostaniem bez odpowiedzi.
Nie ma też reguły i przepisu jaka reakcja najodpowiedniejsza, ani, na szczęście ograniczeń, komu wolno a komu nie wolno pytac i szukać.
Tak znajdźmy się, jak potrafimy…
12 kwiecień, 2010 o 22:26
Codzienność, to sens naszego życia.Zagospodarowujemy ją czynnościami ,potrzebami,przeżyciami.Ten smutek o różnym nasileniu ,którym przepełniony jest obecnie każdy człowiek powoduje zatrzymanie i wyhamowanie.Już wkrótce pobiegniemy dalej , nie zmienimy biegu wydarzeń.Ważne ,aby w codzienności schować wartości najważniejsze.Żal nam ogromnie rodzin ,bo to one znalazły się w niewyobrażalnej pustce i będą musiały się z niej wydobyć, dla pamięci o tych,którzy odeszli.Większość słów brzmi banalnie ,ale przeżycia są siłą do pokonywania trudów niesionych przez życie.
14 kwiecień, 2010 o 23:20
… No i Polska znów się kłóci… KONIEC JEDNOŚCI… ja teraz dopiero pytam “dlaczego”? Odpowiedzi brak… Myśli w głowie tysiąc!! DLACZEGO CIĄGLE SIĘ KŁÓCIMY?! Wytykanie komukolwiek chęci ugrania czegokolwiek na śmierci najbliższych napawa mnie obrzydzeniem!! Z drugiej strony CI, którzy krzyczą i się nadymają… czy oni robią to dla dobra sprawy? HIPOKRYZJA!!!!! Dlaczego nie potrafimy kulturalnie dyskutować o rzeczach ważnych, dlaczego nie potrafimy się wzajemnie szanować?! …
…
Uwielbiam to miejsce. Dziękuję za to, że tutaj zawsze jest tak samo dobrze…
20 kwiecień, 2010 o 22:48
Tak, trzeba było tam być… Ja czułem piękno, łzy i wzruszenie, jakich nie doświadczałem od lat osiemdziesiątych, kiedy słowo “Solidarność” znaczyło dla wszystkich to co naprawdę znaczy… dzięki Adaś że tam byłeś.. Pal licho różne telewizje.. Nikt mi tego nie odbierze.. Myślałem że dla mnie czas manifestowania “uczuć” już się skończył wiele lat temu.. Ale kiedy wyszedłem z Belwederu z załzawionymi oczami od razu kupiłem flagę i zacząłem nią wymachiwać (jak szczeniak). Kocham tych ludzi siebie i swoją historię, i całą Naszą, choć ułomną, to Piękną Wspólnotę… Chce się być lepszym! Wiem że za chwilę wrócimy do naszego “piekiełka”. Ale ja będę miał wspomnienia!
27 kwiecień, 2010 o 14:42
Pan Adam Pojechal i byl.Taka ma wrazliwosc.Nie plakalem po Panu prezydencie K.gdyz nie byl to moj prezydent.Plakalem PO PO i po tych 96 ofiarach co zginely. Cala otoczka medialna to jedna wielka histeria.I pogrzeb na wawelu zbedny.I tworzenie bozkow i swietych ze zwyklych ludzi niesmaczne.Moim wyrazem smutku wobec tego wypadku i ich ofiar byla modlitwa zwykle slowa “Wieczny Odpoczynek Racz im dac Panie”, udzial we Mszy sw. w ich intencjach i przyjeta komunia.To mysle swiadomy chrzescijanin moze i powinien zrobic dla Zamarlych a nie plakac pod palacem, wywieszac falgi, rozdzierac szaty i licytowac sie na patriotyzm lub jego brak.Bo obowiazkiem patriotycznym bylo stac w kolejce po palacem.A jeslis nie stal to nie jestes Polakiem.Otoz jestm Polakiem tyle ze nie poddajacym sie pedowi owczemu.
21 maj, 2010 o 22:07
Składam wpis wobec tego co przeczytałam tu powyżej. Gdzieś w środku uwiera mnie moja nieobecność w Pałacu w tych szczególnych dniach. Dla mnie to był taki moment, że należało tam być, razem być, atmosfera tego szczególnego czasu była bardzo krzepiąca dla tych osób, które bez jakichkolwiek konsultacji, bez rozkazu, bezbłędnie znalazły się tam, okadzała żywe rany, broczące wydzielinami plątaniny myśli, pytań bez odpowiedzi, a także ten potworny i autentyczny smutek. Telewizor był jak plaster, dusił to co w środku, ta pustka i żałość jeszcze bardziej się tylko ślimaczyły…Żałuję, że tam nie byłam. Bardzo żałuję. Asia