Archiwum dla 12 kwiecień, 2010

Koncert w Jeleniej Górze przeniesiony na 17 maja!!!

Autor: Grzegorz Szwałek

12.04.2010. Podróż do Warszawy.

Autor: Adam Nowak

Wróciliśmy przed chwilą z Warszawy. Pojechaliśmy tam całą naszą rodziną. Żeby znaleźć się wśród innych, dotknąć ważnej chwili, zapamiętać. Na Krakowskim Przedmieściu zastaliśmy nieprzebrany tłum oczekujący na przyjazd konwoju z trumną Prezydenta. Okrążyliśmy uliczkami Starówki miejsce na którym znajdowało się tak wielu ludzi i poszliśmy na Placu przed hotelem Victoria. Grób Nieznanego Żołnierza. Zmiana warty. Wszędzie płonące znicze. Wszędzie przemieszczający się ludzie. Po chodnikach, ulicach. Samochody zaparkowane w każdym możliwym miejscu. Napotykani ludzie bardzo uprzejmi, otwarci, życzliwi. Tłum, ale nie gawiedź. Wielu obcokrajowców. Przed hotelem Bristol złożone kwiaty utworzyły wyraźną granicę, za którą składano zapalone znicze. Stonowany gwar. Mnóstwo ludzi na Nowym Świecie. Telewizje z całego świata. Komentatorzy na podwyższeniach wyglądali jak pomniki ponad tłumem. Wszędzie ludzie. Wszędzie płonące znicze.
Wsłuchuję się w radiowe i telewizyjne komentarze. Wiele z nich pozostawię bez komentarza. Może po to milczy się nad trumną, żeby niczego nie komentować. Komentarz dla zagospodarowania czasu antenowego wydaje się zbędny. Przyrównywanie Mordu Katyńskiego sprzed siedemdziesięciu lat do katastrofy lotniczej w Smoleńsku, szukanie wspólnego mianownika jest nadużyciem. Z powodu przyczyn przynajmniej. Nie mogę słuchać pytania „dlaczego?”. Kto ma na to odpowiedzieć? Ludzie na ulicy mają być może prawo zadać takie pytanie. Dziennikarze - nie sądzę. Jest smutno. Bardzo smutno. I niech tak przez jakiś czas będzie. Wspaniale zachowują się zwykli-niezwykli Rosjanie, których pokazuje się w telewizjach. Wdzięczność i podziękowania należą się im za każdy ludzki gest. A to nie jest takie oczywiste biorąc pod uwagę historię. Cezary Harasimowicz powiedział dzisiaj w radiowej „Trójce” coś bardzo ważnego. Katyń to nie tyle ziemia przeklęta, ile miejsca, które upomina się o prawdę. I niech ta się w końcu objawi. Zwykliśmy zazwyczaj łączyć się bólu. Czy potrzeba nam aż bólu, byśmy chcieli odczuć wspólnotę? Przecież to jest możliwe każdego dnia. Róbmy to każdego dnia. Twórzmy i odczuwajmy wspólnotę bez wydarzeń zmieniających bieg historii, kiedy „nic już nie będzie jak dawniej…” Odczuwanie wielkich chwil wychodzi nam bardzo dobrze. Codzienność – niekoniecznie.