Niedziela. Wczesny poranek. Ciemny. Wietrzny. Zerkam na wpisy i komentarze. Minął jakiś czas. Przycichła melodia wpisywania. Ledwie się sączy poza głównym nurtem wydarzeń. Byłem w wielu miejscach. Widziałem wielu ludzi. Nieraz twarz przy twarzy. Na koncertach, po, , w korkach, w hiper i supermarketach. Po powrocie z tylu podróży poczułem się wyłączony. Odłączony. Śledzę wiadomości z obojętnąścią. Czytam nieporuszony treścią. Wczoraj kupiliśmy z dziećmi choinkę. Ciętą mocną ręką w jakimś lesie tuż przy ziemi. Mocną ręką, wprawną, bo ślad cięcia jednolity i akuratny. Drzewko opatrzono etykietą. Ładne. Rozgałęzia się imponująco po wysunięciu z siatki. Bedziemy doklejać kolejne części papierowego łańcucha. Wieszać kartki przyniesione przez listonosza. Tych już mało przychodzi. Większość życzeń nadsyła sie pocztą elektroniczną. Istnieją podobno. Wieje. Lampą tarasową rzuca i obraca na wietrze jak nieskoordynowaną baletnicą w tańcu przed jedynym widzem. Inne przywiewa. Ucisk w głowie podpowiada zmianę.
Wszędzie grają te same kolędy. Między mrożonkami, a makaronami wsłuchuję się w nutki naszej piosenki. Też jest na jakiejś liście, na czas określony, na święta, w okresie, dopasowana do ceremonii przelewu z karty kredytowej przy kasie, bankomacie. Ja też z kartą. Dostaję pieniądze ze ściany. W ścianie są pieniądze. Dawniej leżały na ulicy. Zmiana miejsca dostępu. To samo z głosem. Naciskamy przycisk domofonu i ściana mówi. Rozmawiamy ze ścianą. Wsłuchujemy się w ścianę, ale wzrokiem uciekamy, lub wpatrujemy się bezwolnie w prostokącikz ceferką, numerkiem mieszkania. W samochodzie rozmawiamy z samochodem. Tak można pomyśleć obserwując tych, którzy dostrzeżeni toczą rozmowy przez zestaw głośnomówiący. Postacie przyprószone samotnością łaczące się z pozostałymi, ze światem, z samymi sobą.
Jest drożej. Drogo. Tanieją jednak telewizory. Papierosy przeciwnie. Cena oleju napędowego jest przyczyną zwolnienia światowych mechanizmów. Dotąd była napędem. Może paradoks teraźniejszości polega na tym, że trzeba płacić za to jest rzeczywiste. Sugeruje się wydatki na to, co nie istnieje. Co wyświetli się na ekranie komputera, ale w rzeczywistości wcale nie musi istnieć. Odwrot wydaje się niemożliwy.
Dziś nie wchodzimy do sklepów. Wczoraj nie znalazłem miejsca na wielkim przecież, zawsze dostępnym parkinu. Jutro. Szybko nie można, to chociaż tak, żeby tego nie pamiętać.