02.11.2008.
Autor: Adam Nowak
Usiłuję wpleść fotografie w moje wypowiedzi i niestety nie udaje mi się. Najpewniej popełniam jakiś błąd. No! Udało się. Czyli jednak można. Może trochę zbyt mroczne. Ale tyle dał aparat. Tak zrobił aparat.
Tak. To droga do Elbląga. Ładna, trochę wiało. Od tego wiania pewnie barierki na moście się pokrzywiły
Siedzimy w domu. Jest święto. A poza tym niedziela. Nie pojechaliśmy w moje rodzinne strony z różnych powodów. W Toruniu trochę byliśmy zagubieni. Na cmentarzu zwłaszcza. Mieszkamy tu kilknaście lat. A na cmentarzu zagubieni. Dziwne i nie dziwne. Stawialiśmy lamki nagrobne tam gdzie uznalśmy za stosowne. Wieczorem napotkałem wśród wielu programów na film “Katyń.| Nie moge się załapać na całość. Raz obejrzałem końcówkę. Teraz znów od środka przyszło mi w udziale. Koniec końców zakończenie widziałem dwa razy. I dwukrotnie przyszła mi tasa myśl do głowy (bo gdzie miała przyjść). Film wielce jest ważny, bo historia opowiedziana jednocześnie straszna i niezwykła. Mądry, przemyślany, dobrze poprowadzony. Co ja tam zresztą mam do oceny zamierzenia takiego reżysera jak pan Andrzej Wajda. Jednak… Koniec filmu ma wagę ogromną. Pokazuje cały cynizm, administracyjność śmierci zaplanowanej przez Sowietów. I pojawia się czarny ekran i muzyka. Muzyka dobrana precyzyjnie. Bardzo. zostajemy z czarnym ekranem i ta niezwykłą muzyką. I jako widz chcę siedzieć i patrzeć na ten czarny ekran, bo on wyraża więcej niż można sobie wyobrazić. Ta czerń jest tym z czym mamy zostać. I nagle…pojawiają się napisy. I te napisy mówią, ze to tylko kino, film, że mozna się zrelakować i zobaczyć jaką świetną scenografię zrobił scenograf, jaką muzykę napisał kompozytor, jacy aktorzy zagrali, całą listę płac. Wiem, że dla tych, którzy pracują przy filmie to ważne. Ale śmiem twierdzieć, że ciężar opowieści wazniejszy jest od wszystkich, którzy wzięli udział. To zrzeczenie się prawa do przedstawienia osób jako wykonawców byłoby gestem pięknym, niecodziennym i niezwykłym w kinie. Odczułbym jako odbiorca wielki pietyzm z jakim potraktowano moje przeżycie. Jak po takim filmie jak “Katyń” dyskutować o tym kto dobrze zagrał, czy jaki wykonał gest, jak był ubrany, czy jaką piękną muzykę zagrano. Rozumiem, że pan Andrzej Wajda dotrzymał tym filmem jakiejś danej obietnicy. I za jej dotrzymanie jestem mu ogromnie wdzięczny. Bardzo chciałem zobaczyć ten film. Te różne odniesienia i do historii antycznej, posągowe, ważne, pozostawiające mnie bez odpowiedzi, ale z przymusem wyboru. Ale napisy mnie rozluźniły. Czy mam się zatem czuć zwolniony z poszukiwania odpowiedzi, z w/w wyboru. Wszak obejrzałem tylko film…? A może to jest granica kina, które w swej konwencji nie może pomieścić więcej. Ubogość narzędzia niosącego treść. Może istnieje sposób, żeby narzędzie jakim jest kino pozbawić w takim kontekście całej trywialności jaką i którą kino jest nasycone. Oto zostałem z dylematem: czy kino to tylko kino? Czy też jak chciał pan Andrzej Wajda kino może więcej niż może? Podejrzewam, ze może. I wierzę, że może.


Napisany: 2 listopad, 2008 w